Przypominam, że mamy dziś do czynienia z kolejnym świętem, po pierwsze z dupy wziętym, a po drugie niestety potencjalnie uciążliwym. Celebrowanie bowiem tego święta przez niezmiennie umysłowo upośledzoną, ale liczebnie ciągle znaczącą część tzw społeczeństwa, sprowadza się do wałęsania się po ulicach miast w dziwnych i pokracznych przebraniach. Katolubni nazywają to „orszakami trzech króli”. No fakt, mają kogo wspominać. Dla jasności więc nadmieniam, że te króle, to były niezłe ziółka, powiedzmy szczerze patusy spod ciemnej gwiazdy.
Czytaj dalej „CELEBRUJĄC TRZECH ŻULI”Z KIM SIĘ BZYKA ERYKA
W rolach głównych:
+Eryka Kirk – wdowa po Charlie Kirku prawicowym oszołomie i propagandyście zaostrzonym 10 września 2025 roku podczas wiecu na uniwersytecie Utah;
+J.D.Vance – wiceprezydent USA, mąż Ushy Vance prawniczki hinduskiego pochodzenia
Wdowa Erika ma się dobrze, z powodzeniem rozwija biznes polegający na sprzedawaniu pamiątek związanych z pamięcią po jej odstrzelonym mężu Charliem. Niesłabnącym powodzeniem cieszą się czapeczki, z napisem CHARLIE IS STILL ALIVE, najlepiej w kolorze czerwonym, bardzo dobrze schodzą też ponoć bluzy i T-shirty z podobizną „ukochanego męża i niezrównanego bojownika o prawdę Charliego”. Jak by na to nie patrzeć Eryka sprawnie nadzwyczaj monetyzuje fakt odstrzelenia męża przez… no właśnie, tak naprawdę do końca do dziś nie wiadomo przez kogo, z czyjej inspiracji i z jakich w sumie pobudek, wszystko na razie zamiecione jest pod dywan, choć z drugiej strony jak się Kirka słuchało, to bez wątpienia ręka świerzbiła. W każdym razie jak by tam nie było, dziś Eryka wyciąga z tego biznesu pamięci ponoć całkiem ładne sumy, mówi się nawet o milionach.
Czytaj dalej „Z KIM SIĘ BZYKA ERYKA”
Pomarańczowy lump zaczął okupować Wenezuelę, co tu i ówdzie spotkało się z aplauzem. Maduro bez wątpienia był/jest skurwysynem i bandytą, ale umówmy się Tru(m)p zlecając inwazję i zajęcie Wenezueli, na pewno nie myślał o zaprowadzeniu tam jakiejkolwiek, nawet elementarnej choćby demokracji. On ma demokrację w swojej wielkiej tłustej dupie, interesuje go jedynie wenezuelska ropa i kondycja amerykańskich firm od lat grabiących Wenezuelę, a którym Maduro znacząco utrudniał życie.
Wbrew aplauzom i gadaniu o geniuszu Tru(m)pa niezmiennie twierdzę, że to kretyn i na dodatek małpa z brzytwą, czyli kretyn nadzwyczaj niebezpieczny, który ma dostęp do czarodziejskiej walizki z czerwonym guzikiem
Sylwestrowy zwyczajowo badziew
Nie to żebym komuś zazdrościł kasy, natomiast niezmiennie zazdroszczę wszystkim dobrego samopoczucia, oraz przekonania o własnej zajebistości. Dotyczy to przede wszystkim tak zwanych sylwestrowy gwiazd, czyli etatowych wyjców i pajaców, bo o wyjcach i pajacach mówimy, nie zaś o jakiś wielkich artystach. Wszyscy widzieli te nie daj bosze produkty gwiazdopodobne. No i te nieudolne podróbki piosenkarzy i piosenkarek. One, te dziwolągi, zarobiły całkiem przyzwoitą kasę, co może świadczyć o przynajmniej dwóch poważnych problemach: po pierwsze, organizatorzy nie byli w stanie (z jakiegoś powodu, prawdopodobnie własnej głupoty) ocenić kto jest wyjcem i substytutem artysty a kto artystą; a po drugie, telewizje mają kasy po kokardę, i rozrzucają ją bez opamiętania, sponsorując zapleśniałe, nieświeże, śmierdzące, nieudolne, niezdolne, geriatrycznie zdegenerowane osobniki i osobniczki, uważające się za artystów. No bo czy przejawem głupoty, braku pomyślunku nie wspominając o guście, nie jest aby zapłacenie pani Górniak 150 tysięcy złotych za trzy czy cztery piosenki i to jeszcze z playbacku, bo przecież inaczej ta beczącą niemiłosiernie „gwiazda” już nie potrafi?
Czytaj dalej „Sylwestrowy zwyczajowo badziew”Językowi nawiedzeńcy
Z nieco innej na początek roku bańki. Wiecie już zapewne, że właśnie zmieniają się niektóre zasady pasowani i ortografii. Coś, co do tej pory było oczywiste, a w sumie bez większego znaczenia, teraz staje się jeszcze bardziej oczywiste (czasami) i jeszcze bardziej bez znaczenia (zazwyczaj). Bezrobotni językoznawcy i językoulepszacze robią wszystko, by jakoś uzasadnić sens swojego istnienie. Ponoć to dla naszego dobra i żeby było łatwiej.
I tak mieszkańców miast trzeba będzie teraz pisać z wielkiej litery, przeto łodzianin staje się Łodzianinem, a warszawianka Warszawianką. Przy czym dalej i niezmiennie, będzie to ten sam łodzianin i ta sama warszawianka, ich poczucie wartości wedle mnie nijak się nie zmieni. Jak się komuś nudzi to wymyśla takie właśnie pierdoły. Zmiana kompletnie bez znaczenia a może i sensu. Z dużej litery musimy (musimy??? fuck off) pisać też od teraz nazwy np. marek i tak fiat od wczoraj staje się Fiatem, przez czym chciałbym zauważyć, że dalej będzie to ten sam badziew co do tej pory. Duża litera nie przyda mu wartości.
Czytaj dalej „Językowi nawiedzeńcy”